Vader – „Iron Times” (2016)

No i tradycji się stało zadość, Vader wypuszcza minialbum, a w ślad za nim idzie nowa płyta. Potem konkretna trasa. Stały rytm. Zero zaskoczenia.
Czy i emocje towarzyszące muzieVader są też stosownie stonowane? U mnie na pewno. Mój sceptycyzm wzbudziła już okładkaIron Times, która oczywiście może się podobać, ja jednak entuzjazmu nie odczuwam. Uznałem, żeVader obierając taki styl, stawia na klasyczny obraz swej muzy.
Od pewnego czasu zresztą dało się zauważyć, że coraz więcej elementów spod znaku thrash czy heavy,Vader inkorporował do swoich kompozycji. Nie jest to zarzut, faktem jednak jest, że do mocy z okresuDe Profundis, ekipiePetera obecnie daleeeko. Brakuje mi naIron Times mocy, ciemności – klimatu, za który cenię stare materiały.
Ale starczy o odczuciach. Konkrety. NaIron Times mamy 4 kawałki, które są bardzo równe. Ale i – niestety – nie odróżniają się za bardzo od siebie.
Po kolei zatem.Parabellum to dobry otwieracz, perkusyjne wejście – i jazda. To chyba najbardziej klasyczny kawałek, niemal jak z etapuLitany. Samo otwarcie też do tego albumu nawiązuje. Świetne sola – i jazda do przodu przez niespełna dwie i pół minuty. Gdybym miał wskazać na mego ulubieńca, tu bym pozostał. A że totalnie nic nowego nie wnosi do muzyVader? Nie szkodzi.
Prayer To The God Of War. Fajny rytm. Leci sobie i… nadal pozostaje dobre wrażenie. Ale – cóż – już tylko dobre. Perkusja dobrze prowadzi całość. Cała reszta to 100% Vadera w Vaderze. Dobry wypełniacz.
Na szczęście jest polskojęzycznyPięść i stal, swoisty autocover, bo to przecież przearanżowany utwór z projektuPetera –Panzer X. Zajebisty tekst. Banalny jak cholera, ale przyłapałam się, że wciąż go sobie nucę. Ot, taki hołd dla lat 80- tych. Fajny zamysł, tu mnie kupili.
No i na finał kower dlaLemmy’ego. No bo kiedy, jak nie teraz, oddać Mu hołd? Szkoda, że sam trybut dlaMotorhead wyszedł nijako. Vader ma na koncie lepsze adaptacje. Może to efekt poprzedzającego utworu, który już „siedział” kompozycyjnie w tych klimatach?
Największą wadąIron Times jest brak większego wyrazu poszczególnych kompozycji. Uderza to, zwłaszcza gdy ma się w pamięci udane minialbumyVadera, takie jakSothis czyReign Forever World, a z nowszychArt of War.
Tak naprawdę mam totalnie rozmyty obraz: coVader chciał przekazać tym albumem? Jak wspomniałem, coverMotorhead jest tylko poprawny, broni się tylko genialnością oryginalnej kompozycji ekipyLemmy’ego. Za to ponownie nagrany utwór projektuPetera (Panzer X) wygrywa polskim tekstem.
Reszta mija i tyle, pozostawiając nijakie wrażenie. Utwory nie są złe, ale nie zapadają w pamięć. No, może otwieracz zasługuje na uważniejsze potraktowanie. Poza nim jednak nie widzę pozostałych w żelaznym secie koncertowym.Vader ma na koncie stanowczo lepsze kompozycje.
Za plus najnowszej Ep-kiVadera na pewno uznam perkusję i zgranie kapeli – czuć pełny profesjonalizm. Ale już poprzedni krążek pokazał, że kryzys personalny jest już dawno zaVaderem. Sam zespół zaczął zaś być nim ponownie. Koniec z tworem lider plus kontraktowi muzycy. A wspomniany wyżej profesjonalizm? Ten był już znakiem firmowym kapeli od lat i tu nic nie zmienia się.
Jak zatem podsumować ten mini, by lektura recki nie trwała dłużej niż opisywane wydawnictwo? Ciekawe preludium. Pytanie, czy nachodzący albumThe Empire będzie rozwiewał wątpliwości, czy tylko je mnożył? I na tym dość dywagacji. Czekam na trasę. Skład jest konkretny i na pewno nie zawiedzie nikogo, kto na hasło ekstrema żywiej reaguje.
Ocena: 6/10
- Agathocles & Psychoneurosis – „War Fetisjists Kill / Grind Resurrection” (2018) - 18 czerwca 2018
- Bottom – „Epidemo” (2018) - 18 czerwca 2018
- Indignity – „Realm of Dissociation” (2017) - 8 marca 2018
Polecamy także
Art of War,Iron Times,Lemmy,Litany,Motörhead,Panzer X,Peter,Piotr Wiwczarek,recenzja,Reign Forever World,review,Sothis,Vader.