— Bracitka, ty bolšy za mianie, to ci nie dastanieš mnie taho hranatu[1], što sierod čyrwonych kwietak i zieleni uśmichajecca raschilenymi wusnami, bytcam dziaŭčynka, kali wabić k sabie? Hlań, jak patreskaŭsia jon ad śpiełaści, jak zijajeć Čerwieńniu krywawaja rana, katoruju jon zrabiŭ z swajej woli, kab zdawolić mianie! Bracitka, mnie chočecca hetaho hranatu! Ty bolšy za mianie, padyjmi ruku ŭ haru i sarwi, kab ja moh pałasawać smaku jaho.
I bolšy brat heta zrabiŭ, kab mienšy moh paprobawać jaki smak hranatu.
Pośle hetaho bolšy brat pajšoŭ u pole i ubačyŭ tam horskuju kazu, katoraja zyjšła ŭ daliny, šukajučy swajho jahniaci.
— Ci ni bačyŭ dzie majho jahniatka?—spytałasia jana ŭ Iwa.—Ty žywieš na rauninie i lepiej znaješ hetyje płoskije ściežki?
— Daj spakoj jahniaci… Daj spakoj kaźlaci, —kazaŭ lew,—a chadzi da mianie, ja ciabie zjem.